Rozdział piąty

8
11:39
Z pamiętnika Damona:

-Mam się ciebie bać? - zwróciłem się do Elijah. Musiałem jakoś pokazać, że jestem twardy. 
-Powinieneś.
-Kim ty jesteś? - w rozmowę wtrącił się mój brat.
-Jestem Elijah Mikaelson. Jestem Pierwotnym wampirem. Jeżeli wydaje wam się, że macie ze mną jakieś szanse - nie macie.
Pierwotnym wampirem? Co to niby miało oznaczać? To określenie obiło mi się o uszy, ale nie mogę sobie przypomnieć w jakich okolicznościach i z jakiego powodu. Nie brzmi to jednak zbyt pozytywnie. Elijah jest przekonany, że nie mamy z nim szans. Nie rozumiem tylko o czym on mówi. O Katherine? Czy może chce się "bić"?
-Czego chcesz? - zapytałem.
-Chcę Katheriny. Nie odbierzesz mi jej.
Elijah wkurzył mnie tym tekstem. To spotkanie nie mogło skończyć się jednym dialogiem. Nie zapanowałem nad swoimi emocjami. Rzuciłem się na Elijah, ale tak jak się spodziewałem. "Pierwotny" nie oznacza dla mnie nic dobrego.
 Okazał się dużo silniejszy ode mnie. Przycisnął mnie do ściany, tak mocno, że zawyłem z bólu.
Już po krótkiej chwili leżałem na ziemi. Stefan gapił się na mnie jak na idiotę. Może by mi pomógł, ale albo wciąż był na mnie wściekły albo zwyczajnie bał się tego Pierwotnego wampira. Bardziej przyjmowałem tę drugą opcję. Elijah jest naprawdę przerażający.
 Po kilku minutach udało mi się wstać. Chciałbym znów zaatakować Elijah, ale to raczej kiepski pomysł. Jego spojrzenie mówi samo za siebie. Musi mu naprawdę zależeć na Katherine.

Z pamiętnika Katherine:

 Zaraz po przebudzeniu poczułam okropnie doskwierający głód. Wybrałabym się na polowanie, ale po co? W lodówce mam pełen zapas krwi.
 Otworzyłam ją i wyciągnęłam torebkę z krwią. Spożyłam jej zawartość niemalże w trzydzieści sekund. Nie wystarczyła mi, więc sięgnęłam po kolejną. Przez ten głód prawie przestałam myśleć o braciach Salvatore i o Elijah. Wszystko mi się przypomniało gdy usłyszałam jakiś hałas. Męskie głosy wydawały z siebie krzyki. Czyżby Stefan i Damon znowu się kłócili? Czyżby kłócili się o mnie? Mam tego dość. 
 Muszę się w końcu zdecydować. Kłótnie o mnie z początku mi schlebiały, ale teraz sama się pogubiłam. Muszę wreszcie podjąć decyzję.
 Idę do ich domu. To nie będzie moja pierwsza wizyta, ale jedna z najważniejszych.

 Dotarłam do domu Salvatore'ów w wampirzym tempie. Chciałam po prostu zapukać do drzwi, ale coś mnie powstrzymało. Dlaczego usłyszałam stamtąd głos Elijaha? Powiedział, a właściwie to krzyknął: "Lepiej dajcie sobie spokój! Ze mną nie wygracie! Zapamiętajcie sobie to!"
 Nie zastanawiałam się dłużej nad pukaniem, zwyczajnie weszłam do środka. Drzwi były otwarte, więc nic nie stało mi na przeszkodzie.
 Gdy już znalazłam się wewnątrz mieszkania cała trójka odwróciła wzrok w moją stronę.
-Na co się tak gapicie? - wszyscy wyglądali na mocno zszokowanych na mój widok, ale oprócz tego w oczach każdego z nich dostrzegłam nutkę podziwu. Zapewne nie mogli się oprzeć moim wdziękom.
-Katherine... - zaczął Stefan, ale mam wrażenie, że wcale nie zamierzał skończyć.
-Pięknie wyglądasz - powiedział Elijah.
Uśmiechnęłam się szeroko. Tylko Damon nic nie mówił, ale mimo to ja cały czas spoglądałam w jego stronę. To chyba był jakiś znak.
 Podeszłam do niego. Objęłam go w pasie i szeptem wypowiedziałam jego imię. Kątem oka mogłam dostrzec, że Stefan i Elijah patrzą na nas z zazdrością. Nie przejęłam się tym. Cały czas patrzyłam w niebieskie oczy starszego Salvatore'a. Wyczekiwałam jego reakcji.
 Była dosyć zaskakująca. Brunet wziął mnie na ręce. Odniosłam wrażenie, że jestem dla niego tak lekka jak piórko. Nie znałam jego zamiarów, ale spodobało mi się to. Nie chciałam, żeby mnie puścił.
 Jak się okazało, Damon zaniósł mnie do swojej sypialni. Położył mnie na łóżku i zdjął koszulkę. Jedno musiałam przyznać - ma boskie ciało. Zakochałam się w jego mięśniach.
 Chwilę później położył się obok mnie. Ściągnął ze mnie sukienkę. To było cudowne uczucie. Po krótkiej chwili ja ściągnęłam mu spodnie. 
Leżąc w samej bieliźnie całowaliśmy się i pieściliśmy w dosłownie każdym możliwym miejscu. To było spontaniczne, ale zarazem takie ekscytujące i podniecające. Nie chciałam tego przerywać, ale na moment musiałam oderwać swoje usta od ust Damona.
-Damon, obiecaj mi, że nikt się o tym nie dowie.
-Dlaczego? Chodzi o Stefana?
-Chodzi o wszystkich.
-Nie chcesz, żeby Stefan i Elijah wiedzieli - Damon sprawiał wrażenie wkurzonego.
-Chcę zachować dyskrecję. Po prostu. Obiecasz mi?
-Obiecuję - odpowiedział, po czym wrócił do dalszego całowania i obściskiwania mnie.

8 komentarze:

Rozdział czwarty

3
03:52
Z pamiętnika Damona:

 Teraz już wiem jak poczuł się Stefan, kiedy na jego oczach całowałem się z Katherine. Też byłem zazdrosny o nią i tego faceta, Elijah. Może nie powinienem, przecież to podobno jej były. Ale to nawet gorzej. W jego oczach dostrzegłem coś niepokojącego. Może złość na mnie. A dlaczego miałby być zły? Przecież ja nic mu nie zrobiłem. Odpowiedź jest więc jednoznaczna. Z całą pewnością chodziło mu o Katherine. Właściwie w ogóle mu się nie dziwię. Ta wampirzyca nie jest żadną przeciętną dziewczyną. Jest kimś wyjątkowym.
 W tej chwili nie wiem co powinienem zrobić. Mam zignorować Elijah i działać dalej? To chyba kiepski pomysł. Nie wyglądał na kogoś, kim można by się nie przejmować. A może powinienem porozmawiać ze Stefanem. To głupie, przecież on też jest zakochany w Pierce i do tej pory był moim największym rywalem. Z drugiej jednak strony, prędzej czy później się dowie, więc chyba nie mam nic do stracenia. Tak, porozmawiam z nim. Jeszcze dzisiaj.

Z pamiętnika Katherine:

 Dawno nie miałam takiego mętliku w głowie. Ciągle chodziły mi po niej trzy myśli: Damon, Stefan, Elijah. Czułam się przez to taka bezradna. Musiałam zdecydować, którego z nich powinnam wybrać. Zdawałam sobie sprawę, że cała trójka coś do mnie czuje. Nie byłam tym specjalnie zaskoczona, w końcu jestem Katherine Pierce. To był chyba mój największy życiowy dylemat. Z Damonem przeżyłam cudowny pocałunek i nie żałuję, ale z drugiej strony zrobiło mi się strasznie szkoda Stefana. Co do Elijah - wcześniej przestałam wierzyć, że są dla nas jeszcze jakiekolwiek szanse, ale teraz zdałam sobie sprawę, że jest inaczej. Poza tym przez cały ten czas naprawdę tęskniłam za Pierwotnym. Jednego byłam pewna - niezależnie od tego jaką decyzję podejmę - nie będę żałować. Zawsze dostanę to, czego chcę.

Z pamiętnika Stefana:

 Nie mogę przestać o Katherine i o sytuacji, która zaszła między nią, a moim braciszkiem. Sprawia mi to niewyobrażalny ból. Jednak jest coś, co mnie pociesza. Nawet Damonowi nie wszystko układa się idealnie. Wczoraj wrócił do domu wściekły, umazany krwią. Damon odreagowuje wszystko co złe zabijając. Ze sto razy powtarzałem mu, że to beznadziejny sposób, ale on nigdy mnie nie słucha, więc w końcu przestałem się w to wtrącać. 
 Zauważyłem, że wściekłość z jego twarzy nie zeszła. Pozwolił mi dostrzec to, gdy tylko wparował do mojego pokoju wypowiadając słowa: "Musimy pogadać, Stef".
 -Przyszedłeś przeprosić? - uśmiechnąłem się ironicznie.
-Nie jesteś zabawny - odparował Damon.
-Wcale nie zamierzałem. Czego chcesz?
-Chodzi o Katherine. I o... Elijah.
-Elijah?
-Elijah to jej były. Widziałem ją wczoraj z nim. Miał minę, jakby chciał mi spuścić łomot.
-Hm, gdyby Katherine tego nie widziała, zapewne by się nie powstrzymał.
-Stefan, rozumiem, jesteś zły. Ale ja obawiam się, że on chce odzyskać Katherine. 
-Boisz się go? Damon Salvatore tchórzy?
Damon parsknął śmiechem. Zapewne próbował udowodnić mi, że się mylę.
-Niczego się nie boję. Jedyne, co zamierzam zrobić, to pozbyć się go. A ty mi w tym pomożesz, bracie.
-Co zamierzasz zrobić?
-Zobaczysz. Natomiast Elijah poczuje. 
 Zanim zdążyłem cokolwiek odpowiedzieć, rozległ się straszny hałas. Ułamek sekundy później na podłodze znalazło się pełno szkła. Ktoś rozbił szybę. Odwróciłem się jak najszybciej zdołałem i ujrzałem mężczyznę. Wyglądał dość młodo, ale zarazem groźnie. Zauważyłem, że Damon patrzy na niego w osłupieniu, tak jakby się znali.
-Ktoś tutaj wypowiedział moje imię.
-Masz niezły słuch - rzekł Damon do, jak się okazuje, Elijah.
-Refleks też - byłem pewny, że nie Elijah nie jest człowiekiem.
-Nie masz pojęcia z kim zadzierasz, Salvatore.

Z pamiętnika Damona:

 Muszę to przyznać sam przed sobą. Przestraszyłem się. Ta akcja z wejściem Elijah nie była typowa. Nawet jeśli podsłuchiwał, to wparował do naszego domu niemalże z prędkością światła. Ewidentnie nie należy do rasy ludzkiej. Czyżby był wampirem? Na pewno nie takim zwyczajnym. Coraz bardziej nie podoba mi się ten koleś.

3 komentarze:

Rozdział trzeci

4
08:47
Z pamiętnika Stefana:

 Katherine miała rację. Nie potrafię się na nią długo gniewać. Wprawdzie ciągle czułem się zraniony tym co zrobiła, ale miałem większe pretensje do brata niż do niej. Nawet nie wiem dlaczego cała złość na Pierce ze mnie zeszła. Może dlatego, że coś do niej czuję. Tak, to chyba jednak prawda. Nienawidzę tego uczucia, odkąd wybrała Damona. Właściwie to jeszcze się nie określiła, ale jednak pocałowała go. A może to on pocałował ją? W końcu Katherine próbowała mi się tłumaczyć, a Damon stanowczo oznajmił mi o tym co się wydarzyło. To jej nie usprawiedliwia. Tak naprawdę to ja sam próbuję ją usprawiedliwić.

Z pamiętnika Katherine:

Jeden cel został osiągnięty. Pocałunek z Damonem Salvatore. Jeden z najlepszych momentów w moim życiu. Gorzej, że skrzywdziłam tym Stefana. On nie powinien tego widzieć. Mimo wszystko nie zamierzam się tym przejmować. Stefan jest dobry. Widzę to dobro w jego pięknych oczach, więc jestem pewna, że nadejdzie moment, w którym mi to wybaczy. Pozostaje mi tylko czekać cierpliwie rozkoszując się torebką zimnej krwi.
 Tę jakże zajmującą czynność przerwał mi dźwięk SMS'a. Gdy już poczułam, że mój głód został zaspokojony, sięgnęłam po komórkę i odczytałam treść. Numer autora nie był mi znany, lecz zawartość wiadomości, która brzmiała : Czekam na Ciebie na dole. Chcę się z Tobą spotkać. Tęsknie. - wskazywała na jednego z braci Salvatore, co wywołało uśmiech na mojej twarzy. W wampirzym tempie przeczesałam swoje długie, ciemne loki, nałożyłam na siebie swój najładniejszy sweterek i jak na wampira przystało, szybkim krokiem zeszłam na dół.

 Gdy otworzyłam drzwi doznałam prawdziwego szoku. Nie zobaczyłam Damona. Nie zobaczyłam Stefana. Nie ujrzałam nikogo o nazwisku Salvatore. Przed moimi oczami stał za to inny wysoki, przystojny, ciemny blondyn wystrojony w garnitur. Moja miłość sprzed wieków - Elijah Mikaelson.
-Witaj Katherino.
-Elijah... Nie spodziewałam się ciebie.
-Uznałem, że wiesz kto cię odwiedził, biorąc pod uwagę to, że nawet nie odpisałaś.
-Byłam pewna, że to ktoś inny.
-Więc jest ktoś inny.
-Elijah, minęło ponad dwieście lat...
-Zdaję sobie z tego sprawę, Katherino. Łudziłem się, że jeszcze mam szansę cię odzyskać. 
 Nie wiedziałam jak zareagować. Elijah pojawił się tutaj tak nagle, tak niespodziewanie. Nie mieliśmy szczęścia w miłości, a on chce próbować jeszcze raz? Mam poważny dylemat pomiędzy Damonem i Stefanem, a teraz zjawia się jeszcze Mikaelson. Jak on mnie w ogóle znalazł? Nie mogłam tego zrozumieć. Chciałam go o to zapytać, ale wtedy spostrzegłam jedną z osób, których wcześniej się spodziewałam. Starszy z Salvatore'ów wyraźnie był niepocieszony tym widokiem.
-Katherine? Co to za facet?
-Więc to on - rzekł Pierwotny wampir, to znaczy Elijah.
-Co to wszystko ma znaczyć?! - wybuchł Damon.
-Damon, to jest Elijah. Mój były.
-Więc były.
-Damon, tak? Ty pewnie obecny.
-Jeszcze za krótko się znamy - wyprzedziłam odpowiedź Damona. - Ale rozumiemy się bardzo dobrze.
 Na początku widok Pierwotnego nawet mnie ucieszył, ale teraz zaczęłam się niepokoić. Elijah spojrzał na Damona wzrokiem pełnym nienawiści i zazdrości. Zmartwiło mnie to. To, że Stefan i Damon o mnie rywalizują mi schlebia, natomiast Mikaelson nie powinien się w to mieszać. Dobrze go znam i wiem do czego jest zdolny.


4 komentarze:

Rozdział drugi

6
03:57
Z pamiętnika Katherine:

 Ich miny gdy dowiedzieli się, że jestem wampirem były po prostu bezcenne. Wyglądali na mocno zszokowanych. Moja reakcja pewnie była podobna gdy podsłuchałam ich rozmowę, ale muszę przyznać, że akurat dla mnie to miła niespodzianka. Nie dość, że bogaci, przystojni, to jeszcze nieśmiertelni. Ciężko było mi wybrać pomiędzy nimi.
-Katherine - pierwszy odezwał się Damon. - Możemy chwilkę pogadać na osobności?
-Nie możesz pogadać z nią tutaj? - wtrącił się Stefan.
-Najwyraźniej nie mogę.
-Spokojnie, chłopcy. Chyba zbyt często skaczecie sobie do gardeł. Oczywiście, że możemy, Damon.
 Brunet chwycił mnie za rękę i pociągnął ze sobą do oddzielnego pomieszczenia. Stefan sprawił wrażenie zdenerwowanego, choć nie chciał dać po sobie tego poznać. Coraz bardziej podobało mi się towarzystwo tej dwójki.
-Przepraszam cię, Katherine, ale wolałbym, żeby Stefan nie brał udziału w tej rozmowie.
-Nie przepraszaj mnie, Damon. Po prostu przejdź do rzeczy.
-Ulżyło mi, gdy dowiedziałem się, że jesteś wampirem.
-Ulżyło? - zachichotałam lekko ironicznie. - Dlaczego?
-Nie wiem, Katherine -głos Damona uświadamiał mnie, że Salvatore jest coraz bardziej zagubiony. - Tak, wiem, że dopiero się poznaliśmy, ale ja...
-Cii - przyłożyłam palec lewej dłoni do ust, natomiast prawą zaczęłam delikatnie jeździć po jego policzku. - Nie musisz się tłumaczyć. Po prostu mnie pocałuj.
-Słucham?
-Albo mnie pocałujesz, albo zabijesz.

Z pamiętnika Damona:

 Udało się. 1:0 dla mnie. Pocałowałem najpiękniejszą dziewczynę na świecie. Pocałowałem Katherine Pierce. A co najlepsze, ona sama tego chciała. Nie mogłem oderwać się od jej ust. 
 Wcześniej powiedziałem jej, że ulżyło mi, gdy dowiedziałem się, że również jest wampirem. To prawda. Nie będę musiał martwić się, że zrobię jej krzywdę. Poza tym ten pocałunek uświadomił mi, iż ja także nie jestem obojętny Katherine. Cóż, ten moment był piękny, ale nie mógł trwać dłużej niż chwilę. Oczywiście, mój wspaniały braciszek musiał nam przerwać.
-Długa ta wasza... rozmowa - rzekł Stefan ponurym tonem.
-Och, Stefan - odrzekła Katherine. - Nie myśl sobie, że my...
-Po co mu się tłumaczysz? - przerwałem jej. - Tak, całowaliśmy się.
Mój brat tylko pokręcił głową i wyszedł z pokoju.
-Jest zazdrosny - powiedziałem.
-Poczekaj chwilkę, Damon. Pójdę z nim pogadać - Katherine dała mi buziaka w policzek.

Z pamiętnika Stefana:

 Zobaczyć brata całującego się z Katherine Pierce, to dla mnie cios prosto w serce. Miałem tak wielką nadzieję, że tym razem Damonowi nie ujdzie na sucho, a jednak. Nie potrafiłem się z tym pogodzić. Ból rozrywał mi serce. Miałem świadomość, że cienką mi łzy, ale otarłem je gdy tylko usłyszałem pukanie do drzwi pokoju. Nie miałem pojęcia kogo się spodziewać, więc po prostu otworzyłem, tym samym wpuszczając tę osobę do środka.
 Zobaczyłem ją. Zobaczyłem prześliczną brunetkę, Katherine Pierce. Ucieszyłem się na jej widok, choć przez nią czułem się zraniony. 
-Czego tu szukasz? - starałem się udawać obojętność, a nawet złość.
-Ciebie, Stefanie.
-Nie chcę z tobą rozmawiać.
-Posłuchaj. Wiem, że jesteś niepocieszony tym co się stało, ale nie potrafiłam się powstrzymać. To był impuls. Nie chciałam cię zranić.
-Przestań się tłumaczyć, Katherine. Zostaw mnie samego.
-Jak chcesz. Ale wiem, że nie będziesz w stanie się długo na mnie gniewać.

6 komentarze:

Rozdział pierwszy

6
11:53
Z pamiętnika Damona:

 Do naszego rodzinnego miasteczka Mystic Falls zawitała nową sąsiadka. I to żadna przeciętna dziewczyna. Nazywa się Katherine Pierce i ma niezwykle odznaczającą się urodę. Figury może pozazdrościć jej niejedna modelka. Jest dosyć wysoka i szczupła. Ma też całkiem ładny tyłeczek. Kiedy na nią patrzyłem strasznie korciło mnie, żeby zrzucić jej długie, ciemne loki na bok i ugryźć ją w szyję. Pokusa była niewyobrażalnie silna, ale nie chciałbym tak rozpoczynać naszej znajomości. Czuję, że Katherine jest warta czegoś więcej. W jej wyglądzie, chociaż cała jest piękna, moją uwagę najbardziej przykuły jej oczy. Jest w nich coś tajemniczego, czego ja sam do końca nie rozumiem. Tak jak już wspominałem, Kath nie jest przeciętna. Wydaje mi się, że ma jakiś mroczny sekret. To tylko sprawia, że jeszcze bardziej mnie fascynuje. Pragnę ją poznać. Chciałbym doznać bliższych relacji z Pierce. Mam jednak poważny, zawadzający problem. Mam na myśli swojego brata, Stefana. Od razu zauważyłem, że też mu się podoba. Niestety, jest on dla mnie pewnego rodzaju konkurencją.
 Gdy to pisałem, mój młodszy braciszek akurat wszedł do pokoju...
-Jak sądzisz, Damon? Spodobam jej się w tych ciuchach?
-Jej? - uśmiechnąłem się ironicznie.
-To znaczy, Katherine.
-Lecisz na podryw? - skrzywiłem się.
-Nie... to znaczy. Jest ładna.
-I co zrobisz? Przyjdziesz i pokażesz jej swoje ciuchy? Błagam, Stef, przecież ledwo co wydobywasz z siebie słowa przy niej...
-Mam wrażenie, że jesteś zazdrosny.
-Zazdrosny?! O co? Przecież nie wiesz kogo Kath by wolała!
-Więc chcesz rywalizować ze mną o tę samą pannę?! Damon, nie sądziłem...
-Możesz od razu się poddać, bracie.
-Nie bądź taki pewny siebie Damon! Mylisz się, jeśli wydaje ci się, że możesz mieć każdą jedną dziewczynę.  
Z pamiętnika Katherine:

 Spędziłam dzień rozmyślając o braciach Salvatore. Nie mogłam skupić się na jednym. Raz Damon, raz Stefan. Oboje mieli w sobie to coś. Damon, wydawał się być pewny siebie i zadziorny, zupełnie tak jak ja. Natomiast Stefan sprawiał wrażenie niewinnego, uroczego chłopca. Przeciwieństwo Damona, ale też moje. A przecież przeciwieństwa się przyciągają.
 Kiedy tak dumałam, usłyszałam krzyki. To były znajome głosy. Nie miałam wątpliwości, że należą do przystojnych braci. Oni chyba często się kłócą. 
 Wiem, że ciekawość jest pierwszym stopniem do piekła, ale gdybym umarła, co oczywiście się nie stanie, zapewne tam byłoby moje miejsce. Tak więc moje zainteresowanie wzięło górę. Miałam świetny plan jak dowiedzieć się o co chodzi.
 Poprawiłam swoją fryzurę i makijaż, co nie zajęło mi wiele czasu. W końcu jestem dużo szybsza jako wampir. Przejrzałam się w lustrze, a kiedy już byłam pewna, że wyglądam dobrze, opuściłam mieszkanie.
 Oczywiście, zmierzyłam w kierunku domu Damona i Stefana z zamiarem podsłuchania ich kłótni. Nie było to takie skomplikowane, nie dość, że jestem szybka i wcale nie miałam daleko, to jako wampirzyca mam dużo lepszy słuch.

-Tak poza tym, skąd wytrzasnąłeś te ubrania? - usłyszałam głos Damona. - Ze śmietnika?!
-Brawo, dopiero odpowiedziałeś mi na pytanie, które zadałem ci jakieś pół godziny temu! Dzięki za radę bracie, ale teraz z pewnością mówisz tak, dlatego że jesteś zazdrosny.
-Hahaha! Nie rozśmieszaj mnie, Stefan. Prędzej stracisz nad sobą kontrolę i ją ugryziesz, niż pocałujesz.
-A kto powiedział, że od razu zamierzam ją całować? Daj spokój, już dawno nauczyłem się kontrolować głód!
-No tak, w końcu przeszedłeś na dietę wiewiórki i ptaszki.

 Byłam lekko zaniepokojona tym co usłyszałam. Z pewnością na początku kłócili się o mnie, ale z dalszego ciągu ich rozmowy, że oni też chyba nie do końca są ludźmi. To co mówili idealnie pasowało do mojej rasy. Czyżby także byli wampirami? Odkryłam ich tajemnicę? Wszystko na to wskazywało. Teraz nadszedł moment, w którym wkraczam do akcji. 
 Po prostu zapukałam do ich domu, jak gdyby nigdy nic. Drzwi otworzył mi Stefan. Na jego widok serce zabiło mi mocniej, ale nie mogłam skupiać się tylko i wyłącznie na ich urodzie.
-Hej Katherine, właśnie miałem do ciebie iść.
-Do mnie? Przepraszam, ale usłyszałam krzyki i się zaniepokoiłam.
-Tak, rzeczywiście doszło pomiędzy nami do małej sprzeczki - przyznał młodszy Salvatore.
-To nic poważnego - zapewnił Damon.
-Na pewno? Nie chciałabym, żebyście poskręcali sobie karki. Wydawało się, że żrecie się jak dzikie zwierzęta - nie dobrałam tych słów przez przypadek. Damon chyba się zorientował, bo spojrzał na mnie podejrzliwym wzrokiem.
-Już w porządku - uśmiechnął się blondyn. - Miło, że nas odwiedziłaś. Może chcesz się czegoś napić?
-Nie, dziękuję. Chciałam tylko sprawdzić czy u was w porządku.
-Więc już wychodzisz? - spytał starszy z braci rozczarowanym głosem.
-Ależ skąd. Mogę zostać. Porozmawiajmy. Poznajmy się lepiej.

Z pamiętnika Stefana:

Nasza śliczna sąsiadka prawdopodobnie usłyszała jak kłócę się z bratem. Wstąpiła do naszego domu pod pretekstem sprawdzenia czy wszystko okej, ale zachowywała się dosyć dziwnie. Wyglądała jakby z góry na dół próbowała przejrzeć swoim wzrokiem mnie i Damona. Mówiła dziwnym tonem i używała nietypowych określeń.
-Więc - zaczęła rozmowę - jak długo tu mieszkacie?
-Praktycznie od urodzenia - odpowiedziałem.
-Gdzie wasi rodzice?
-Nie żyją - rzekł Damon.
-Moi też - odpowiedziała Katherine. - Czy to zbieg okoliczności?
-Być może - kontynuowałem.
-Kim jesteście? - zapytała stanowczo.
-Co masz na myśli? - zdziwił się Damon.
-Nie udawajcie. Wszystko słyszałam.
-Katherine, to nie tak... - zacząłem się tłumaczyć.
-Cii. Nie przeszkadza mi to. Jesteśmy tacy sami.
-Ty też jesteś...? - zaczął zdziwiony Damon, ale nie zdołał mówić dalej.
-Tak. Też jestem wampirem. 





                                                                                                                                                        














6 komentarze:

Prolog

6
07:39
Z pamiętnika Katherine:

 Co z tego, że jestem krwiożerczym wampirem i chodzę po tej ziemi już ponad 500 lat? Raczej nikt by mnie o to nie posądził. Dlatego bez żadnego problemu wmawiam ludziom, że mam 18. Nie mam innego wyjścia, przecież każdy normalny człowiek się  starzeje. Takie już są uroki wampiryzmu. A co za tym idzie, jestem zmuszona do zmieniania miejsca zamieszkania co jakiś czas. Dzisiejszy dzień był zapowiedzią kolejnej przeprowadzki, do Mystic Falls. Na całe szczęście nikt mnie w tym miasteczku nie zna. Wykupiłam dom znajdujący się obok domu braci Salvatore. Podobno są bogaci, a to tylko sprawia, że jeszcze bardziej pragnę ich poznać.
 Wchodząc do swojego nowego mieszkania poczułam się zadowolona. Spodobało mi się. Było przestronne, w ładnych kolorach  i już odpowiednio umeblowane. Moją uwagę przyciągnęły dość duże, ozdobne okna. Wyjrzałam przez jedno z nich i dostrzegłam duży, biały, piękny i zadbany dom. Nie miałam wątpliwości, że to dom Salvatore'ów.
Gdy przyjrzałam się bliżej ujrzałam dwie męskie sylwetki. To chyba byli mieszkańcy tego domu. Oboje wysocy i dobrze zbudowani, lecz jeden był brunetem, natomiast drugi miał blond włosy. Wyglądali, jakby się ze sobą o coś kłócili, ale nie mogłam dosłyszeć o co. Obserwowałam ich coraz uważniej. Każdy z braci swoją urodą przyciągał mój wzrok. Nawet nie wiedziałam, na którym powinnam się skupić. Nie chciałam patrzeć na nich tylko z daleka. Są przystojni i bogaci, muszę ich poznać. A żeby ich poznać, muszę zadziałać.
 Postanowiłam przejść się koło ich siedziby, mając cichą nadzieję, że któryś z nich mnie zauważy. 
 Tak jak sobie postanowiłam, tak też uczyniłam. Starałam się nie okazywać zainteresowania rodzeństwem. Zgrywałam zupełnie obojętną, ale mój plan się sprawdził.
-Hej! - usłyszałam męski głos. Od razu uznałam, że jest on kierowany w moją stronę. Nikogo innego tu nie widziałam.
 Odwróciłam się więc i tak jak myślałam, głos, który słyszałam należał do jednego z Salvatore'ów.
-Czy mi się wydaje, czy widzę cię pierwszy raz w życiu? - zapytał mnie brunet.
-Dopiero się wprowadziłam. Jestem Katherine - przedstawiłam się.
-Damon, a to mój brat, Stefan.
 Damon i Stefan wpatrywali się we mnie jak w obrazek. Zaczęłam się zastanawiać czy wyglądałam tak samo, kiedy to ja obserwowałam ich. Poczułam się nieco skrępowana, dlatego też kontynuowałam rozmowę.
-Miło mi was poznać. Macie bardzo ładny dom.
-Dzięki, a ty gdzie mieszkasz, śliczna? - rzekł Damon.
-Przepraszam za brata - w końcu odezwał się Stefan. - Czasem nie kontroluje tego co mówi.
-Daj spokój, Stef. Sam przyznasz, że ci się podoba.
-Nic nie szkodzi - uśmiechnęłam się, szczerze uszczęśliwiona, że spodobałam się chłopcom. - Mieszkam tuż obok was - wskazałam palcem na swój dom.
Wyraz twarzy Damona mówił sam za siebie. Nie potrafił ukryć zadowolenia, a być może wcale się nie starał. Stefan niekoniecznie chciał okazywać emocje, cały czas zachowywał spokój, jednak przez jego twarz przebrnął delikatny uśmiech. Mój start w Mystic Falls zaliczam do udanych.


6 komentarze: