Rozdział szósty

5
03:35
Z pamiętnika Stefana:

 Stało się coś złego. Nie wiem co dokładnie, ale Katherine i Damon będący sam na sam ze sobą… To już mówi samo za siebie.
 Gdy mój brat rano wyszedł ze swojej sypialni był ubrany jedynie w swoje czarne jeansy, tak jakby próbował się pochwalić swoją umięśnioną klatą. Oprócz tego wydawał się być w naprawdę świetnym humorze. Powinienem się cieszyć, ale pewnie jak zwykle – było to związane z moją ukochaną Katherine.
-Cześć Stef – przywitał się. – Co ty taki nie w sosie? -  poklepał mnie po ramieniu.
-A ty? Co taki w sosie? – przewróciłem oczami.
-Och, wyluzuj bracie. Mamy taki piękny dzień.
Piękny. Dla Damona z pewnością. Dla mnie jest wręcz przeciwnie. Szkoda, że nie mogę nic z tym zrobić…. Chociaż… Jest pewne rozwiązanie.
-Nad czym tak dumasz, Stef?
-Co ty i Katherine robiliście w twojej sy… Czy wy…?
Damon z westchnieniem pokręcił głową.
-Są rzeczy, o których naprawdę nie musisz wiedzieć.

Nie miałem zamiaru dłużej go o to wypytywać. Odpowiedź była dla mnie jednoznaczna. Nie mogłem już tego dłużej wytrzymać. To było dla mnie zbyt bolesne. Zrobiłem coś, czego może kiedyś będę żałował. Ale nie widziałem innego wyjścia.

Z pamiętnika Katherine:

 To co działo się w sypialni Damona Salvatore było niesamowitym przeżyciem. Gdy tylko wracam do tego momentu myślami robi mi się gorąco i aż chce mi się wiecej.  Trzeba przyznać, że jest naprawdę świetny w łóżku. Problem jak zawsze stanowią Elijah i Stefan. Tęsknię za Pierwotnym i żal mi brata Damona. Ale to chyba właśnie starszy Salvatore ma w sobie to „coś”…
 Nagle rozległo się pukanie do moich drzwi. Sama już nie wiedziałam kogo mam się spodziewać i dziwnie się czuję otwierając drzwi. Mam nadzieję, że to Damon, bo w tej chwili tylko on nie może być na mnie zły.  Za drzwiami jednak ujrzałam Stefana. Wyglądał tak… nietypowo. Miał taki pusty wyraz twarzy. W jego oczach nie mogłam dostrzec żadnych emocji. Ani szczęścia, ani smutku, ani nawet złości. To taki… Niepokojący widok.

-Stefan?
-Przyszedłem ci tylko powiedzieć, że wszystko już wiem. Ale w tej chwili… Mam to gdzieś.
-O czym ty mówisz?
-Wiem o tobie i Damonie. O tym co między wami zaszło.
-Damon ci powiedział?!
 -Nie zgrywaj już takiej niewinnej. Jesteś suką, Katherine.
-Stefan… Myślałam, że ty coś…
-Już nic nie czuję.
Z niedowierzaniem pokręciłam głową.
-Wyłączyłeś uczucia?
Zamiast cokolwiek odpowiedzieć Stefan jedynie parsknął śmiechem. Odwrócił się ode mnie i wyszedł. Nie sądziłam, że doprowadzę go do takiego stanu. Powoli zaczynam żałować tego co zrobiłam. Ale to wszystko wina Damona… Na pewno się wygadał! Przecież to w jego stylu, zawsze musi się pochwalić. Wszystko zepsuł. Dawno nie czułam się aż taka wściekła. Wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do starszego brata Stefana.
-Hej! Kath, stęskni…
-Musimy pogadać!
-Coś się stało? – z tonu jego głosu wydawało się, że jest zaniepokojony.
-Chcę cię widzieć w moim domu. Za pięć minut.
-Już idę…

Z pamiętnika Elijaha:

 Od wczoraj nie mogłem się zebrać, żeby odezwać się do Katheriny jakimkolwiek słowem. Sprawy się pokomplikowały. Rano dostałem wiadomość od mojej siostry, Rebeki. Podobno wydarzyło się coś ważnego. Dzisiaj moje rodzeństwo miało złożyć mi wizytę.
 Doczekałem się jej po paru godzinach. Przyjechali wszyscy: Rebekah, Klaus, Kol. Ale nie byli sami. Wraz z nimi przyjechała jakaś dziewczyna. Piękna, młoda brunetka. Nigdy wcześniej jej nie widziałem, ale jej uroda powaliła mnie na kolana.

-Witaj, bracie – rzekł Klaus.
-Co się dzieje? Dlaczego wszyscy macie takie ponure miny? Kim jest ta dziewczyna?
-Mam na imię Hayley – jej głos brzmiał tak ślicznie. – Hayley Marshall.
-Nasz brat zaliczył wpadkę – odezwał się jak zwykle, nazywający rzeczy po imieniu, Kol.
-Klaus…? – chciałem jak najszybciej wiedzieć o co chodzi.
-Nie chciałem tego, jasne?
Patrzyłem na niego z osłupieniem. Dlaczego moja rodzina nigdy nie przechodzi od razu do rzeczy?
-Klaus i Hayley będą mieli ze sobą dziecko.
Teraz poczułam się totalnie zszokowany. Dziecko? Mój brat i dziecko? Jak to w ogóle jest możliwe?
-Co proszę?
-To prawda – rzekła smutno Hayley. – Biorąc pod uwagę to, że jestem wilkołakiem, a twój brat hybrydą, nasze dziecko będzie…
-Będzie wyjątkowe – nie wiem z jakiej przyczyny dokończyłem za nią.
-Czarownice z Nowego Orleanu chcą zabić dziecko. Dlatego musieliśmy się przeprowadzić. Musimy je chronić. A ty musisz nam w tym pomóc.
Kiedy patrzyłem na smutny wyraz twarzy Hayley, było mi jej niezmiernie żal. Nie zastanawiałem się nawet nad tym w jaki sposób mam ochraniać ją i jej dziecko. Zgodziłem się, bez dłuższego namysłu.

Z pamiętnika Katherine:

 Damon, tak jak prosiłam przyszedł do mojego domu w pięć minut, a właściwie to nawet szybciej. Przynajmniej w tej kwestii dotrzymał obietnicy.

-Cześć Kath… - Nie dałam mu nawet dokończyć. Byłam tak wściekła, że go spoliczkowałam.
-Co jest, Katherine?!
-Co jest? Ty się mnie pytasz co jest?!
-Katherine, opanuj emocje. Odetchnij.
-Emocje… No właśnie, emocje! Wiesz, że Stefan wyłączył emocje?
Damon zrobił wyraźnie zaskoczoną minę, ale coś mówiło mi, że tylko się zgrywa.
-To wszystko twoja wina, Damon!
-Ja nic nie zrobiłem, Katherine! Najwyraźniej Stef nie mógł ścierpieć tego, że wolisz mnie.
-Obiecałeś, że nic mu nie powiesz!
-Ja nic nie…
-Wyjdź, Damon! – po raz drugi dałam mu z liścia.
 Chyba uświadomił sobie, że  przebywanie ze mną w tej chwili nie jest zbyt bezpieczne. Tak czy inaczej, dobrze, że się pojawił. Przynajmniej mogłam mu to wszystko wygarnąć i się na nim wyładować.

Z pamiętnika Damona:

 Gorzej już chyba być nie mogło. Nie dość, że Katherine jest na mnie wściekła jak nigdy, to jeszcze mój brat wyłączył człowieczeństwo! Co będzie z tym romantycznym, wrażliwym Stefanem? Znowu stanie się rozpruwaczem, który bezmyślnie zabija kogo popadnie? To moja rola…
-Gdzie byłeś? – Mam nadzieję, że to przypadek, że spytał o to akurat w tej chwili.
-Ale czy ciebie to obchodzi?
-Masz rację, ani trochę – wstał z fotela, na którym zawsze siedział pisząc swój pamiętnik i podszedł do drzwi wyjściowych.
-Dokąd idziesz?
-Teraz to ja powinienem spytać – co cię to obchodzi?
-Obchodzi.
-Jestem głodny.
No tak, teraz już wszystko było jasne. Wybierał się na polowanie. Tylko tym razem nie mam na myśli wiewiórek i innych gryzoni. Tym razem na pewno chodzi mu o niewinnych ludzi, których bez żadnego namysłu pozabija.
-Stef, błagam. Znowu chcesz być rozpruwaczem? Nie pamiętasz ile złego cię przez to spotkało?

-To jedyne co mi pozostało – pokręcił głową i wyszedł. 

5 komentarze: