Rozdział siódmy

12
12:21
Z pamiętnika Katherine:

 Dzisiejszy dzień całkiem różnił się od pozostałych. Pokłóciłam się i z Damonem i ze Stefanem, który w dodatku ma wyłączone uczucia. W ogóle nie czułam entuzjazmu i chęci do życia. Siedziałam na parapecie i topiłam swoje smutki w butelce bourbonu. Jednocześnie słuchałam przy tym romantycznych piosenek. Po każdym zdaniu brałam jednego łyka. Zapewne byłam już nieźle wstawiona, ale nie przejmowałam się tym. Chciałam tylko zapomnieć o tym co zrobiłam Stefanowi i o tym co Damon zrobił mi. Nie widziałam innego wyjścia niż alkohol.

 W końcu wypiłam bourbon do samego dna, a butelka została całkiem pusta. Wstałam, aby wyrzucić ją do śmieci. Wówczas uświadomiłam sobie, że wypicie dwóch litrów naraz było złym pomysłem. Od nadmiernej ilości alkoholu zakręciło mi się w głowie. Uznałam, że muszę sobie zrobić przerwę.

Z pamiętnika Elijaha:

 Nie wiem co się ze mną działo. Całkowicie zapomniałem o Katherine. To znaczy… Nadal o niej myślałem, ale już nie w ten sposób. Tak jakby wszystko co do niej czułem powoli się rozpływało. Większość moich myśli zajmowała ta wilczyca, Hayley Marshall. Nie znałem jej, ale jej oczy… Zobaczyłem w nich coś, czego nie umiem opisać słowami.

-Elijah? – Głos mojej siostry wyrwał mnie z zamyślenia.
-Tak, Rebekah?
-Nie wyjaśniliśmy sobie wszystkiego.
-Masz rację.
Rebekah westchnęła i poprosiła mnie, abym usiadł. Miała niepokojący wyraz twarzy, ale chyba nie powinienem się temu dziwić.
-Posłuchaj, Elijah… - zaczęła mówić. – Wiem, że ty i Hayley praktycznie się nie znacie, ale…
-O co chodzi, Bekah?
-Hayley jest moją dobrą przyjaciółką. Jest wilkołakiem, a dobrze wiesz, że czarownice niczego nienawidzą bardziej niż wampirów i wilkołaków. Klaus jest mieszanką jednego i drugiego, więc jego córka…
-Rozumiem. To znaczy, nie do końca. Podobno potrzebujecie mojej pomocy.
-Do tego zmierzam. Mamy jedną zaprzyjaźnioną czarownicę, która byłaby w stanie powstrzymać całą resztę. Tylko, że… Jest mały problem.
-O kim mowa? Jaki problem? Rebekah, mów jaśniej, błagam.
-Davina Claire. Jej przyjaciółka, Caroline Forbes jest do nas wrogo nastawiona.
-Ona jest tym problemem?
-Tak. Właściwie moglibyśmy się jej pozbyć, ale Klaus na to nie pozwoli.
Zaniemówiłem. Co ma do tego Niklaus? Czyżby mój brat darzył kogoś uczuciem? Kocha jedną, ma dziecko z drugą… Oczywiście, cały on.

Z pamiętnika Stefana:

 Myślałem, że kiedy wyłączę człowieczeństwo, oleję swój pamiętnik, ale na wszelki wypadek zabrałem go ze sobą. Nie żałuję, bo nie chciałbym zapomnieć o tym, co się działo… O tym, co ciągle się dzieje.
 Uciekłem do miejsca położonego zaledwie kilkanaście kilometrów dalej niż Mystic Falls. Włamałem się do jakiegoś starego domu, zamieszkiwanego przez jakąś biedną rodzinę z pięciorgiem dzieci i pozabijałem wszystkich po kolei. Nie miałem sobie tego za złe, wręcz przeciwnie. Ewidentnie żyli w nędzy, a kto by chciał takiego życia? Gdyby nie to, że wyssałem z nich całą krew, podziękowaliby mi.
 Poszedłem się przejść przez pobliski las, ciesząc się kompletną beztroską.
 Tym razem nie chodziło o polowanie. Wystarczająco najadłem się tamtą rodziną. Zresztą nie spodziewałem się zastać tu nikogo, kto przypominałby człowieka, ale jak widać, życie jest pełne niespodzianek.
 Ujrzałem brązowowłosą dziewczynę, ubraną w białą, przewiewną sukienkę. Opierała się o pień drzewa. Podszedłem bliżej. Ona wyglądała zupełnie jak Katherine! Ale coś mówiło mi, że to nie ona. I to nie inna fryzura. Postanowiłem zaryzykować.
-Katherine?
Odsunęła się, sprawiła wrażenie przestraszonej.
-Nie minęło aż tak dużo czasu, abyś mógł zapomnieć moje imię.
Te słowa przekonały mnie, że to na pewno nie jest Pierce. Jednocześnie nie rozumiałem o czym ta dziewczyna mówi, dlatego wlepiłem w nią wzrok.
-Na co się tak patrzysz? To nie sprawi, że zapomnę jak mnie potraktowałeś, że mnie zostawiłeś – z oczu brunetki zaczęły płynąć łzy. Ona musiała mnie z kimś pomylić. Tak jak ja ją na początku.
-To chyba jakaś pomyłka… - rzekłem niepewnie.
-Moja miłość do ciebie była jedną wielką pomyłką! – wybuchła okropnym płaczem.
Dziewczyna wyglądem łudząco przypomina mi Katherine, ale na pewno nią nie jest. Więc kim jest? Powinienem ją wreszcie o to zapytać, bo z pewnością nie jestem osobą, do której miała zamiar kierować wszystkie te słowa.
-Jak masz na imię? – zapytałem zbyt spokojnym tonem.
-Och, Silas! Naprawdę zapomniałeś jak się nazywam?
Więc ten facet ma na imię Silas. Musiałem jej coś wyjaśnić. Gdyby nie to, że wygląda jak klon Kath, pewnie już dawno bym ją zabił, ale nie mogłem sobie na to pozwolić. Przynajmniej na razie.
-To jakieś nieporozumienie. Nie nazywam się Silas.
Brunetka zmarszczyła brwi, ale nie odezwała się ani słowem. Chyba czekała na wyjaśnienia.
-Jestem Stefan Salvatore. Musiałem cię z kimś pomylić. Bardzo przypominasz mi moją… znajomą – ostatnie słowo wypowiedziałem z wahaniem. – Ale ty także wzięłaś mnie za kogoś innego.
Powoli pokiwała głową i powiedziała:
-Rzeczywiście. Mam na imię Amara.


Z pamiętnika Damona:

 Wszystko co czułem w tej chwili mogłem określić jednym słowem – pustka. A może to po prostu była tęsknota? Nieważne pod jaką nazwą, nie mogłem znieść tego uczucia, które było spowodowane brakiem Katherine. A może nawet brakiem mojego brata? Odkąd wyłączył emocje, całkiem zniknął. Nie próbowałem się z nim kontaktować, bo doskonale wiedziałem co się z nim dzieje. Właściwie w ogóle mu się nie dziwiłem, że tak postąpił, bo sam w tej chwili miałem na to ochotę. Ale ja w przeciwieństwie do niego, nie miałem zamiaru tak po prostu się poddać. Musiałem coś wymyślić i pogodzić się z Katherine, dlatego uznałem, że po prostu złożę jej wizytę. Odpuściłem sobie jakiekolwiek zapowiedzi, bo nawet gdybym miał do niej zadzwonić, to z pewnością by nie odebrała.
 Z tej przyczyny poszedłem do jej domu, bez jakiegokolwiek ostrzeżenia. Zapukałem do drzwi, ale nikt nie zareagował. Podjąłem więc kolejną próbę, ale po raz drugi na marne. Nie miałem do tego cierpliwości, więc mocniej pociągnąłem za klamkę, nie zważając na to czy wyważę drzwi swoją wampirze siłą. Na moje szczęście były otwarte.
 Wszedłem do środka, ale to co tam ujrzałem sprawiło, że odruchowo się cofnąłem. Katherine leżała na podłodze, na środku pokoju. Jej włosy były roztrzepane na wszystkie strony, a na koszulce miała mokrą plamę. Obok jej dłoni leżała pusta butelka po bourbonie. Przyszedłem tu po to, by się z nią pogodzić, ale ten widok raczej temu nie sprzyjał.

 Po chwili zbliżyłem się do niej i spytałem:
-Katherine, co ci się stało?
Wampirzyca usiadła i złapała się za głowę, tym samym odgarniając swoje włosy do tyłu. Rozejrzała się dookoła, po czym spojrzała na mnie z uwagą.
-Stęskniłeś się za mną przystojniaku? – zapytała. Z jej ust wyraźnie było czuć alkohol, a jej pytanie tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że wypiła za dużo.
-Och, Kath, jesteś kompletnie pijana!
-Daj spokój, Damon. Nie mów, że ci to przeszkadza – Katherine usiadła na fotel i pociągnęła mnie za koszulkę. Powoli zbliżała swoje usta do moich, ale biorąc pod uwagę to jak bardzo śmierdziało z nich bourbonem, odsunąłem się.

-Wiem, że tego chcesz, Damon. Pocałuj mnie – Katherine zrobiła maślane oczy. Nawet gdybym chciał spełnić jej prośbę to powstrzymał mnie dźwięk otwieranych drzwi. Odwróciłem się i ujrzałem swojego brata u boku jakiejś dziewczyny. Może nie byłbym zaskoczony, bo w końcu Stefan wyłączył emocje, to normalne, że się z kimś zabawia. Ale jego towarzyszka wyglądem praktycznie nie różniła się od Pierce.
_________________________________________________________________
Tak, wiem, że długo zwlekałam z rozdziałem, ale nareszcie jest :) Mam nadzieję, że ktoś na to czekał. Publikując go chcę po pierwsze przeprosić jedną z moich kochanych siostrzyczek z aska - @kreatywnatakbardzo. Miałam jej wysłać ten rozdział, ale niestety zanim zdążyłam go dokończyć wyszła z GG, a ja już nie mogłam się powstrzymać, by go wstawić <3 Wybacz mi Natalia:( Przy okazji chcę jeszcze podziękować swojej innej kochanej siostrze - @Kinga215, bo pewnie gdyby nie ona to potrwałoby jeszcze dłużej :/ <3

12 komentarze: